piątek, 31 lipca 2009

Profil na Goldenline czy LinkedIn ma znaczenie

Niewielu (i wciąż coraz mniej) kandydatów nie posiada swoich profili na serwisach społecznościowych typu LinkedIn czy Goldenline. Część z nich to zatwardziali przeciwnicy tego rodzaju miejsc, inni mają stosunek neutralny, a brak ich obecności tam to po prostu efekt braku motywacji czy czasu do stworzenia i uzupełnienia profilu. Jakkolwiek oceniać motywacje, nieobecność na LN czy GL to w wielu przypadkach pozbawienie się szansy na bycie dostrzeżonym przez potencjalnego pracodawcę czy partnera biznesowego.

Jeśli już się na LN czy GL jest i jeśli przynajmniej częściową motywacją obecności tam jest zawodowa autopromocja, warto, by profil uzupełniony był rzetelenie, w miarę szczegółowo, co zwiększy szansę pojawienia się w wynikach wyszukiwania pracodawców czy head-hunterów. Jeszcze ważniejsza jest jednak zbieżność tego, co w LN/GL z tym, co wysyłamy w CV, aplikując na jakieś stanowisko. Nie wiem, jaki odsetek pracodawców przed podjęciem decyzji o zatrudnieniu (albo wcześniej, przy rozważaniu kandydatury) zagląda na profile wspomnianych serwisach. Ja, gdy mam styczność z CV, które nie dość jednoznacznie lub nie dość szczegółowo mówi o doświadczeniu i kompetencjach kandydata, zaglądam tam. I jakakolwiek rozbieżność ( a jeszcze gorzej: niezgodność) pomiędzy tym, co w CV a tym, co w LN/GL, mocno ogranicza sukces danego kandydata w dalszych etapach rekrutacji. Warto zatem zadbać o spójny wizerunek swojej kandydatury w kontaktach z potencjalnymi nowymi pracodawcami.


_____

2 komentarze:

  1. Znam kilku przedstawicieli kadry kierowniczej, którzy dośc dobrze "prześwietlają" nie tylko kandydatów (sam ostatnio uczestniczyłem w rozmowie na temat przyjęcia nowego pracownika, gdzie jasno zostało powiedziane o sprawdzeniu LinkedIn) na pracowników ale i obecnie podległych sobie zatrudnionych. Zaś miejscami są - w tej kolejności - LinkedIn, GoldenLine, grupy społecznościowe, Nasza Klasa i wujek google (ten potrafi czasem zaskoczyć).

    OdpowiedzUsuń
  2. Strach się bać. Ja z kolei, i to z dość wiarygodnego źródła (nie z kolei PKP), słyszałem o sprawdzaniu po numerze IP, na jakie strony wchodził aplikujący. Tu akurat chodziło o rekrutację do działu IT, gdzie rekrutujący informatycy chcieli po prostu spradzić, z jakim potencjalnym przyszłym kolegą będą mieli do czynienia. Nie jest to (i oby nie była) standardowa procedura rekrutacyjna.

    OdpowiedzUsuń