poniedziałek, 6 lipca 2009

Punktualność to nie przychodzenie za wcześnie

Nikogo chyba nie trzeba przekonywać, jak istotną sprawą jest tzw. pierwsze wrażenie na rozmowie o pracę. Ma to odniesienie zarówno do rozmów z konsultantami rekrutacji, jak i rozmów prowadzonych już ze stroną klienta (bądź działem HR, bądź managerami liniowymi). Rzeczą tylko z pozoru błahą jest zjawienie się kandydata punktualnie, o wcześniej ustalonej godzinie. Tylko z pozoru, gdyż przybycie niepunktualne jest ważnym elementem tworzącym wspomniane pierwsze wrażenie. Jeśli kandydat, bez uprzedzenia czy bez wyjaśnienia, spóźnia się 20 minut, rekruterowi ma prawo zapalić się alarmowe światło, nakazujące dużą ostrożność w dalszej współpracy z takim kandydatem.

Z rekruterskiego doświadczenia mogę powiedzieć, że nie są częstymi przypadki spóźniania się kandydatów na spotkania. Tym natomiast, co zdarza się dość często, a co także nie jest zachowaniem profesjonalnym, jest przychodzenie na spotkanie zbyt wcześnie, nawet 15-20 minut i więcej. Przyjście na spotkanie zbyt wcześnie nie jest świadectwem szanowania czasu swego partnera biznesowego, niezależnie, czy jest nim klient, dostawca, czy - jak w naszym przypadku - rekruter. Nie jest bowiem tak, że osoba, z którą się umówiliśmy np. na godz. 13, już od 12:30 niecierpliwie czeka na nas. Bywa, że czas ma zaplanowany dość ściśle i każde 10 minut pozostałe do godz. 13 jest dla niej istotne.

Tak jest np. w moim przypadku, ponieważ zawsze przed spotkaniem z kandydatem, czas 20-30 minut przed rezerwuję na wnikliwą lekturę jego CV. W takiej sytuacji, przybycie znacznie wcześniej traktuję próbę pozbawienia mnie szansy dobrego zapoznania się z doświadczeniem i profilem spotykanej osoby. Próba to zwykle nieudana, ponieważ przychodzę punktualnie, co oznacza, że kandydat musi czekać. Szanujmy czas swój i innych - bądźmy punktualni.


_______

3 komentarze:

  1. Ale powiedzmy te dziesięć minut chyba nie będzie źle odebrane? Zwłascza, że trzeba, usiąść, napić się wody, odetchnąć głęboko ze dwa razy, czasem poprawić zmierzwioną fryzurę i oczywiście wyłaczyć komórkę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgoda, 10 minut to czas akceptowalny. Naszym kandydatom nie pozwalamy się nudzić - serwujemy prasę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Och, z tą prasą bywa różnie. W stacji krwiodawstwa, w której bywam co miesiąc panom serwowane są magazyny... nazwijmy to męskie (nazw nie podam, ułatwię, że są w nich rozkładówki). Wielu bywalców już sugerowało, że zamiast magazynu wolałoby raczej młodsze pielęgniarki w krótszych kostiumach roboczych. Ale i tak gazetki podnosza trochę ciśnienie (przynajmniej niektórym) co z kolei wcale dobrze nie wpływa na ciśnienie krwi podczas jej oddawania.

    Z kolei u fryzjerki (przepraszam, poprawnie politycznie powinno być stylistki fryzur) sa tylko damskie magazyny (moda, uroda, spa i cosmo) choc tutaj akurat moja stylistka wystarczająco podnosi mi ciśnienie (w pozytywnym znaczeniu) - dość że wizyta trwa zazwyczaj około godziny.

    Mam więc nadzieję, że u Państwa są one dobrze dobrane.

    OdpowiedzUsuń