piątek, 7 stycznia 2011

Celowość celów

Nowy Rok to dla niektórych okres noworocznych postanowień. Istnieją podzielone opinie co do sensowności robienia sobie postanowień, czy to w sferze prywatnej czy zawodowej. Jedni psychologowie uważają, że to korzystne, bo motywuje, nadaje cel, strukturyzuje nasze działania, wreszcie powoduje satysfakcję czerpaną ze zrealizowanego z sukcesem postanowienia. Inni przeciwnie, są zdania, że postanowienia tworzą dodatkową, niepotrzebną presję, są niejako kolejnym narzuconym obowiązkiem, a w przypadku niezrealizowania postanowienia - powodem frustracji i zaniżonej samooceny ("nawet własnego postanowienia nie potrafię zrealizować").

Z postanowieniami zawodowymi wiążą się zazwyczaj cele. Postanowienie zwykle dotyczy przecież zrealizowania czegoś, np. znalezienia nowej pracy, nauki nowego języka obcego, otrzymanie podwyżki itd. Pierwszy z wymienionych przykładów celów wyrażany jest niekiedy otwarcie w życiorysach kandydatów. Zazwyczaj to początkowa część aplikacji, zatytułowana najczęściej "Cel zawodowy".

Z perspektywy kandydata najistotniejszym pytaniem może być to o sensowność umieszczania celu zawodowego w CV. Wśród rekruterów i nie-rekruterów spotkałem się z różnymi na ten temat opiniami, jednakowo rozsądnie uzasadnianymi. Zwolennicy umieszczania celu zawodowego w CV uważają, że aplikacja nabiera wtedy wyrazistości; CV jest wówczas nie tylko suchym opisaniem faktów, ale też jasnym wyrażeniem motywacji (np. otrzymania danej posady czy rozwoju w danym obszarze). Przeciwna opinia uzasadniana jest tym, że często zbyt mało o potencjalnych ofertach pracy wiemy, by precyzyjnie mówić o celach zawodowych. Niewiele jest zawodów czy obszarów biznesowych, w których kariery przebiegają w sposób typowy i określony, gdzie dane stanowisko/szczebel naturalnie wynika z poprzedniego. W przypadku osób, które otwarte są na różne ścieżki kariery (i mające ku temu predyspozycje) pisanie o konkretnym celu w danym momencie może nie mieć sensu.

Tym, co pewne - w przypadku osób umieszczających cele zawodowe w CV - jest wymóg ostrożności przy formułowaniu celów, w zależności od stanowiska, na które się aplikuje. Wydawałoby się to oczywistym, a jednak dość często zdarza mi się widzieć aplikacje, gdzie określony w CV cel zawodowy rozmija się ze stanowiskiem, na które została przesłana aplikacja. Wtedy pierwszą rekomendacją na jedno z postanowień noworocznych (i celów zawodowych) może być na pewno uważne przygotowywanie aplikacji rekrutacyjnych.


_______

niedziela, 26 grudnia 2010

Powtórka z Nobla

Pewnie niewielu pracowników i również niewielu pracodawców wie, że tegoroczna nagroda Nobla w dziedzinie ekonomii przyznana została za pracę dotyczącą w dużej części właśnie ich, a konkretnie tego, jak jedni i drudzy zachowują się na rynku pracy, dlaczego tak się zachowują i co z tego wynika dla gospodarki. Nagrodę tę otrzymali w tym roku Amerykanie Peter Diamond i Dale Mortensen wspólnie z Brytyjczykiem (cypryjskiego pochodzenia) Christopherem Pissaridesem. Zajmowali się czymś, co w makroekonomii nosi nazwę teorii dopasowania (matching theory) i wyjaśnia, jak w czasie kształtują się obustronnie korzystne relacje, w tym także właśnie relacja pracodawca-pracownik. (Co ciekawe, inną obustronnie korzystną relacją, którą w skali makro można próbować wyjaśniać tą teorią, jest relacja małżeńska).

Na tyle, na ile moje krótkie studia nad teorią dopasowania dały mi jej zrozumienie, chodzi w niej z grubsza o to, że rynkowe dopasowanie pomiędzy tym, co w danym momencie na rynku pracy oferują pracodawcy (oferty pracy) a tym, co zaakceptują niezatrudnieni w tym samym momencie pracownicy (przyjmując oferty pracy), nigdy nie jest pełne. Do względnego dopasowania potrzebny jest też czas. Im koszt pozostawania danej osoby przez jakiś czas bez pracy jest niższy w stosunku do korzyści, którą może być znalezienie przez nią lepszej pracy, tym dłużej pozostawać ona będzie bez pracy - tzn. tym dłużej szukać będzie jeszcze lepszej oferty pracy. Jeśli w skali makro osób takich (przedłużających poszukiwania pomimo posiadania ofert pracy) jest wiele, może dojść do - z pozoru paradoksalnej - sytuacji, w której pomimo względnie wysokiego bezrobocia pracodawcy nie mogą znaleźć rąk do pracy. Nie jest to stan dla gospodarki korzystny.

Cóż, jeśli jest to niezrozumiałe (bo że jest uproszczone, to na pewno), następnym razem spróbuję zreferować tegorocznego Nobla z chemii.

A póki co, na nadchodzący Nowy Rok życzę wszystkim - poszukującym pracy i poszukującym pracowników - jak najszybszych i jak najlepszych dopasowań.

_______

czwartek, 16 grudnia 2010

Pokolenie kłamstwa?

Uczciwość w CV i uczciwość w prezentowaniu własnej osoby na rozmowie kwalifikacyjnej to temat pewnie tak stary, jak stara jest rekrutacja. Zawsze tam, gdzie mamy do czynienia z możliwością czy wręcz koniecznością prezentacji własnej osoby w pozytywnym świetle, a zarazem negatywne fakty z naszej przeszłości mogą mieć niepożądany wpływ na naszą przyszłość, tam istnieje wielka pokusa, by o pewnych rzeczach nie wspominać, a o pewnych wręcz skłamać. Tak dzieje się sferze zawodowej i prywatnej - przykładowo nie wyobrażam sobie, by na pierwszej randce (którą można sobie wyobrazić jako swoistą - obustronną - rozmowę rekrutacyjną) randkowicze eksponowali negatywne aspekty swej osoby czy swej przeszłości.

Jeśli więc w CV i podczas rozmów rekrutacyjnych w jakimś stopniu - może być on ekstremalnie różny: od pełnej prawdy to totalnego kłamstwa - kłamiemy, ciekawą jest kwestia, jak te kłamstwa wyglądają w przekroju społecznym. Kto kłamie bardziej: kobiety czy mężczyźni, ludzie ze stanowisk niskich czy wysokich, ludzie z małych firm czy z korporacji, kandydaci młodsi czy starsi. Nie znam odpowiedzi na te pytania, natomiast co do ostatniego (młodzi czy starzy) spotkałem się ostatnio z interesującą hipotezą, mówiącą, że częściej ubarwiać swoją osobę (w skrajnych przypadkach po prostu kłamać) mogą mieć tendencję młodsi.

Hipotezę tę i jej teoretyczne wyjaśnienie w swej książce o intrygującym tytule "Jak zostać zwolnionym" przedstawił Jeff Havens. Otóż młodsze pokolenie (zwane gdzieniegdzie Pokoleniem "Y") jest pierwszym pokoleniem, które w tak wielkim stopniu i na masową skalę kreuje swój wizerunek w Internecie. W sieci o wiele łatwiej niż w realu można swój wizerunek zupełnie niedużym kosztem ulepszyć, łatwo jest wykreować tam nowego, lepszego siebie. Młody człowiek z wcześniejszych generacji, dorastając, jeśli chciał się pokazać lepszym i fajniejszym niż jest, mógł być natychmiast i bezpośrednio (twarzą w twarz) skonfrontowany przez otoczenie. Młody człowiek doby Facebooka może natomiast podkolorowywać swój wizerunek "bezkarnie", sieć bowiem zazwyczaj "wszystko przyjmie". Dla Pokolenia "Y" kreowanie siebie w świecie wirtualnym jest rzeczą naturalną, można więc zasadnie założyć, twierdzi Havens, że również w CV ludzi młodych więcej jest kreacji niż rzeczywistości.

_______

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Zdarzyło się w CV (c.d.)


Dziś ciąg dalszy najbardziej pamiętnych fragmentów CV, na które natknąłem się w swojej rekruterskiej karierze.

_______

Języki •
Angielski: w stopniu dobrym jak na język obcy.

_______

(z bazy CV serwisu rekrutacyjnego)

Dodatkowe informacje o kandydacie:
żona twierdzi że świetny w łóżku, nie wiem czy jest wiarygodna

_______

Zainteresowania:

Muzyka rockowa: Depeche Mode, Culture Club (scena londyńska początku lat 80-tych ; najwspanialszy, najbardziej przełomowy i inspirujący okres w muzyce rockowej), Duran Duran, Erasure, U2, Kraftwerk,

Film: “The Truman Show”, “The Mask”, “In the Line of Fire”, „Se7en”, „Pulp Fiction”, „Trainspotting”, „American Beauty”, “Predator”, “Being John Malkovich”, ”Eyes Wide Shut”, “Rain Man”, “Tootsie”,” The Devil`s Advocate”, “The Matrix”, “Disclosure”, “The Game”, “The Godfather”, “Wag the Dog”, “The Name of the Rose”, “Crimson Tide”, “The Hunt for Red October”, twórczość Wood`y Allen`a, twórczosć Clint`a Eastwood`a James Bond (cała filmografia).

Seriale telewizyjne: “ALF”, „The Sopranos”, „Six Feet Under”, „Sex and the City”, “Ally McBeal”, “The Nanny”, “The Drew Carey Show”, “The X Files”.

_______

Poświęcasz Swój czas na przeczytanie kolejnego Curriculum Vitae, być może po przeczytaniu tego tekstu niektórzy uświadomią sobie, że szukali tak dobrego pracownika jak Ja! Gdybyś już teraz miał sobie wyobrazić idealnego pracownika w Swojej firmie, to jak by on wyglądał? Czy mógłbym zostać pracownikiem roku, z nagrodą za wspaniale osiągnięcia i sukcesy firmy, która od tego momentu nabrała nowej siły i perspektyw – jak by to było?

(...)

Nie musisz od razu kontaktować się ze Mną, porównaj inne CV, które otrzymałeś, Wiem doskonale, że zatrudnienie nowego pracownika jest odpowiedzialną decyzją, której nie można podejmować, jeśli nie jest się jeszcze pewnym, kto będzie najodpowiedniejszy na to stanowisko. Zależy mi na Twojej pełnej satysfakcji i zadowoleniu z podjętej decyzji!
_______


Być może po przeczytaniu powyższych oryginalności nasunie się Wam pytanie, na ile mają one wpływ na ocenę przydatności kandydatury przez rekrutującego. Znów nie mogę wypowiadać się za ogół rekruterów, jednak w z mojej perspektywy wygląda to następująco. Niefortunny czy zabawny zwrot nie musi wcale dyskwalifikować kandydata, o ile tylko pozostaje faktycznie niefortunnym zwrotem, nie zdradzającym jakichś cech kandydata, których - jako pracodawca - nie chcielibyśmy, by miał.
Przykładowo, trzeci z wymienionych fragmentów (ten, gdzie kandydat wymienia szczegółowo zespoły i filmy, które lubi) tak naprawdę nie mówi o kandydacie nic ponad to, że przesadził z nadmiarem informacji nieadekwatnych z zawodowego punktu widzenia (chyba że aplikował do radia lub telewizji). Za to w drugim z cytowanych fragmentów można już dopatrzeć się możliwej skłonności kandydata do żartowania w sposób wykraczający poza akceptowalne konwencje biznesowe.
Rada pozostaje zawsze jedna: jeśli nie jesteśmy pewni, czy cokolwiek wpisanego do CV nie wzbudzi kontrowersji, lepiej tego nie pisać. Miejsc i sytuacji, gdzie poczucie nasze humoru i oryginalność mogą znaleźć ujście, jest i tak sporo.


_______

wtorek, 7 grudnia 2010

Czy różnie kierunki studiów mogą być odebrane jako brak zdecydowania?

Maila z takim pytaniem otrzymałem niedawno od pewnej czytelniczki. Jest studentką piątego roku prawa, a w jej historii edukacyjnej zdarzył się epizod (trwający rok) na kierunku architektura krajobrazu. Kilka osób mówiło jej, że wpis w CV mówiący o tym roku jest pozycją niepotrzebną, ponieważ nie ma on związku z pracą, o którą czytelniczka ubiegać się będzie w przyszłości. Dodatkowo, według niej, istnieje obawa, że rekrutujący postrzegać będą ów rok jako dowód braku umiejętności ukierunkowania i braku zdecydowania.

Jakie jest moje zdanie? Niewykluczone, że część rekruterów faktycznie może interpretować zmianę studiów negatywnie. Nie zaliczam się do nich. (Nawiasem mówiąc, wielość możliwości interpretacji różnych rzeczy w CV i na rozmowach kwalifikacyjnych przez rekrutujących powoduje, że czasem autentycznie szkoda mi kandydatów. Zwłaszcza jeśli decyzyjność interpretującego jest odwrotnie proporcjonalna do jego kompetencji rekrutacyjnych).

Autorka listu sama pisze, że ten rok na architekturze krajobrazu był dla niej dużym osiągnięciem, m.in. dlatego, że dała sobie radę z różnymi, odmiennymi od dotychczas zgłębianego obszarami wiedzy. A to przecież kapitalny argument dla każdej osoby rozważającej przyjęcie do pracy osobę po studiach, która na pewno będzie musiała się uczyć nowych rzeczy. Co więcej, zmiana kierunku studiów świadczyć może o pewnej odwadze, o krytycyzmie, wreszcie o być może bardziej świadomym - bo bogatszym o szersze spojrzenie - wyborze studiów docelowych.

Oczywiście, jest granica. Ktoś, kto był na pięciu kierunkach i większości z nich nie skończył faktycznie może być uznany jako osoba nie najbardziej ukierunkowana. (Przypomniał mi się w tym momencie z moich czasów studenckich mój kolega z roku, który studiował jednocześnie trzy kierunki - socjologię, psychologię i teologię - wszystkie dziennie, do tego udzielał się aktywnie w samorządzie studenckim, chodził - również aktywnie - na siłownię i jeszcze dodatkowo miał dziewczynę (chyba też aktywnie). Zdaje mi się, że miał na imię Mariusz. Nie twierdzę wcale, że Mariusz był nieukierunkowany, twierdzę natomiast, iż z pewnością już podczas studiów doskonale organizował swój czas).

_______

poniedziałek, 29 listopada 2010

Dwie książki

źródło: http://www.cs.colorado.edu

Miałem w ostatnim czasie okazję przeczytać dwie książki w dużym stopniu traktujące o sprawach związanych z pracą, ściślej mówiąc z satysfakcją czerpaną z pracy. Obie są dość popularne - zanim się do nich zabrałem, słyszałem o nich wcześniej audycjach, czytałem w tygodnikach itp. Pierwsza, autorstwa Mihaly'ego Csikszentmihalyi'ego nosi tytuł "Przepływ" (podejrzewam, że autor wymyślił tak łatwy tytuł, żeby zrekompensować czytelnikom trudność swego nazwiska). Druga książka, autorstwa Timothy'ego Ferrissa, nosi tytuł "4-godzinny tydzień pracy" (4-Hour Workweek).

Nie miejsce tu na streszczenia książek. Myślę, że w internecie pełno jest recenzji obydwu, ponieważ, jak wspomniałem, są dość popularne. Ta pierwsza, jako że starsza, zdążyła zdobyć pewną popularność nawet w Polsce, podobnie chyba jak sama koncepcja przepływu (flow), przynajmniej wśród osób interesujących się psychologią. Autorzy do zagadnienia satysfakcji w pracy podchodzą nieco odmiennie. W skrócie i w dużym uproszczeniu rzecz wygląda tak:

Mihaly Csikszentmihalyi ("Przepływ")
- satysfakcję z jakiejkolwiek czynności, tożsamą z doświadczeniem przepływu, można osiągnąć, jeśli: 1) ma się w dostatecznym stopniu opanowaną daną czynność, 2) wykonuje się daną czynność w pełnym skupieniu i z zaangażowaniem, 3) ma się nad czynnością i jej rezultatami kontrolę, 4) obserwuje się widoczny progres w sposobie i rezultatach, jakie przynosi wykonywanie danej czynności
- każda praca może przynosić satysfakcję, jeśli wykonywanie jej spełni określone powyżej warunki

Timothy Ferriss ("4-godzinny tydzień pracy")
- już sam tytuł mocno zdradza stosunek autora do pracy
- życie można ułożyć sobie tak, by pracując 4 godziny w tygodniu, zapewnić sobie standard życia zaspokajający nasze wszystkie potrzeby i pozwalający zajmować się tym, co naprawdę lubimy
- większość zajęć wykonywanych w normalnych pracach: 1) jest bezsensowna i bezproduktywna, 2) trwa zbyt długo
- kluczem do sukcesu (być może 4-godzinnego tygodnia pracy) jest skupienie się wyłącznie na rzeczach najważniejszych i robienie ich efektywnie

Która książka przemawia do mnie bardziej? W obu sporo jest typowego dla amerykańskich publikacji (i chyba w ogóle dla Ameryki) idealizmu, by nie powiedzieć naiwności. Wydaje mi się jednak, że bardziej solidniejsze podstawy do empirycznej weryfikacji ma książka Csikszentmihalyi'ego. Przykładem ja: powyższy wpis robiłem w pełnym skupieniu, z zaangażowaniem, widząc pozytywne efekty pracy - i mam z niego ogromną satysfakcję.


_______

niedziela, 28 listopada 2010

O humanistach w IT


Do dyskusji na temat tego, jaką wartość ma dziś wykształcenie humanistyczne, swoje trzy grosze dołożyłem i ja, dzieląc się przemyśleniami na temat tego, czy i jak humaniści radzą sobie w sektorze IT. Artykuł opublikował sam "Computerworld". Zapraszam do lektury.

_______